Jogger Polinika

Rekomendacje


21 sierpnia, 2007

Tele2 w 2 aktach.

Napisane w: Humor, Ogólne, Sprawozdania (0) Otagowane: , , , , , ,

Prolog

Bezrobotnych-z Trójmiasta/okolic-na stałe i sezon-wiek od 18 lat-z przeszkolenim

Młodych do zbierania zamówień na bezprzewodowy Internet w TELE2.Prosta obsługa druków i zleceń- przy wypisywaniu druków na podstawie rachunku telefonicznego i danych osobowych klienta.Klient za zamówienie nic nie płaci!Stała/sezon/zlecenie.Godziny pracy 9-18. od pon.-pt.Bardzo dobre warunki płacowe!!!.Nabór od 18.07.Proszę przesłać swoje CV w terminie do 14 dni od emisji.W temacie e-maila: PRACA Z INTERNETEM.Wybrane osoby zaprosimy na spotkanie kwalifikacyjno-informacyjne w terminie 2 dni.

(Pisownia oryginalna.)

Akt I

Scena I

Powyższe ogłoszenie znaleźliśmy w serwisie . Stwierdziliśmy: "A co tam, spróbujemy, a może się trafi jakaś łatwa robota a dodatkowy grosz zawsze się przyda". Wysłaliśmy zgłoszenie i po 3 godzinach dostaliśmy odpowiedź, że najbliższe "spotkanie organizacyjne" jest jeszcze tego samego dnia. Wysłaliśmy wiec potwierdzenie, wydrukowaliśmy CV (prosili, żeby przynieść), ubraliśmy się nieco bardziej elegancko i ruszyliśmy do Gdyni.

Scena II

Po przybyciu pod wskazany adres (na szczęście niedaleko stacji kolejki miejskiej) znaleźliśmy (słabo oznakowane, łatwe do przeoczenia) biuro firmy o nic nie mówiącej nazwie "Biuro Usług Informacyjnych". Przywitała nas młoda pani o dość rubensowych kształtach, wzięła nasze CV, coś tam po nim pomazała i zaniosła do drugiego pokoju. Rozejrzeliśmy się po lokalu i zobaczyliśmy, że w pokoju obok siedzi sobie grupka młodych ludzi i najwyraźniej dobrze się bawi. Kiedy "sekretarka" wróciła, oznajmiła, że ta grupka to właśnie kadra przy pracy a my zaraz będziemy mogli wejść na rozmowę wstępną (co prawda w e-mailu stało o "spotkaniu organizacyjnym", ale kto by się tym przejmował takimi nieścisłościami?) Wypytała jakie są nasze oczekiwania finansowe i radośnie oznajmiła , że "800 złotych to może zarobicie w 2 dni". Po chwili zapytała też właściwie na jakie ogłoszenie odpowiadamy, bo oni pracują w kilku działach i nie do końca się orientuje, kto z którego anonsu przychodzi. W międzyczasie przyszedł jeszcze jakiś chłopak, nawiązała z nim podobną rozmowę jak z nami.

Scena III

No, ale nadszedł czas na rozmowę wstępną. Weszliśmy do gabinetu, w którym czekał jegomość w wieku 40-50 lat. Jako, że było nas 2 facetów i jedna dama, to zaczął właśnie od niej. Na CV rzucił okiem tylko raz, zapytał o to, czy zainteresowana jest pracą okresową, czy stała. Poza tym nie interesowało go właściwie nic. Ani doświadczenie, ani wykształcenie, ani oczekiwania co do zarobków. Na wszelkie pytania o charakter pracy, miasto pracowania (Gdańsk? Gdynia? Sopot? Nie uśmiechało nam się dojeżdżanie kolejką.) odpowiadał frazesami pokroju:

  • "Jaka to praca? Pracujemy w wielu branżach, państwo z ogłoszenia z Internetem, tak? Interesują się państwo Internetem?"
  • "Miasto? Tam gdzie trzeba. Ludzie wszędzie chcą oszczędzać prawda? Jak trzeba, to wysyłamy ludzi do danego miasta, wynajmujemy im biuro i oni tam działają."
  • "Na czym to polega?" Głównie praca przy wypełnianiu druków i formularzy. Mają państwo z tym doświadczenie? Nie? Nie szkodzi. I tak was przeszkolimy. Chociaż ja właściwie nie orientuje się w tej konkretnej ofercie, bo tym zajmuje się akurat koleżanka, której teraz nie ma."
  • "Czy jest dużo chętnych?" Codziennie przychodzi około 50 osób, ale wybieramy tylko niektórych z nich. To kiedy państwo mogliby przyjść na przeszkolenie? Tak z pół dnia trzeba by na to poświęcić. A właściwie nawet cały dzień.

Umówiliśmy się na następny dzień, z rana. Pożegnaliśmy się i wyszliśmy. Nie wiemy, jak wyglądała rozmowa z tym chłopakiem, co wszedł z nami, ale domyślam się, że całkiem podobnie.

Mimo, że nie dowiedzieliśmy się o tej firmie praktycznie niczego, mimo, że w rozmowie facet stwierdził, że jakby była potrzeba, to można nagiąć przepisy (bo np. mamy podpisaną lojalkę z inna firmą) i czas pracy w papierach będzie figurował np. jako "szkolenie" (więc nikt się nie przyczepi, że pracujemy dla innej firmy, prawda?) nastroje mieliśmy całkiem dobre. Głównie chyba z powodu wspomnianej wyżej ekipy, bo wyglądali dość sympatycznie i naprawdę sprawiali wrażenie jakby praca sprawiała im przyjemność. Stwierdziliśmy, że w drodze powrotnej zawadzimy o Sopot i skoczymy na piwko.

Akt II

Scena I

Przyszliśmy punktualnie. Wchodzimy, witam się, znów wita nas ta sama dziewczyna -- Ania. Usiedliśmy w korytarzu. W biurze ruch jak w ulu, ale na nas jakoś nikt nie zwraca uwagi. A w międzyczasie przyszły 3 kolejne osoby na "spotkanie organizacyjne", czyli rozmowę z starszym jegomościem. Jedną z nich była młoda dziewczyna, która po wyjściu od niego z gabinetu dosiadła się do nas -- znaczy postanowiła zostać od razu na szkoleniu. W końcu cała ekipa się ruszyła i okazało się, ze nasze szkolenie z papierkowej roboty to nic innego jak wyprawa z nimi w teren.

Scena II

Mimo, że z biura firmy na przystanek kolejki jest 15 minut spacerowym tempem, to ekipa postanowiła pojechać trolejbusem. "Biletów kasować nie musicie, bo nie ma po co, to tylko 2 przystanki a jakby co to zdążymy uciec". Podczas podróży staraliśmy dowiedzieć się CZEGOKOLWIEK o pracy, jedyne co wyciągnęliśmy z Ani to pobieżny opis pracy: "idziemy do klienta, pytamy jaką ma ofertę od TPSA i oferujemy mu lepszą. A jak widzimy, że ma jeszcze komputer to dajemy mu nasz Internet". Brzmi jak akwizycja? "Ale to nie jest akwizycja! Akwizycja jest w tedy, jak dajesz towar i od razu dostajesz pieniądze do ręki, a my nie bierzemy od klientów żadnej gotówki!". Jakiekolwiek próby wyciągnięcia innych informacji spełzły na niczym -- mają świetnie opracowany system zbywania i odwracania kota ogonem ("Ale dość o nas, czym Ty się zajmujesz, studiujesz?"). Pytanie o zarobki? "Zależy od umów które podpiszesz. A ile ja dostaję? A różnie, zależy od miesiąca". Itp, itd. No, ale dotarliśmy na peron kolejki, kupiliśmy bilety, chwilę pogawędziliśmy i nadjechała kolejka. Zatłoczona strasznie, więc podzieliliśmy się na grupki i poupychaliśmy się po różnych wejściach. A pamiętacie jeszcze tą dziewczynę, co też szła z nami na to "szkolenie"? Gosia. Wykorzystała pierwszą okazję i "nie dała rady" wcisnąć się do pociągu. My się wcisnęliśmy tylko dlatego, że to był transport w kierunku domu. W czasie podróży Ania próbowała się do niej dodzwonić, żeby powiedzieć, że zaczekamy w Gdańsku Głównym, ale sprytna dziewczyna już nie odebrała telefonu. Reszta podróży minęła leniwie.

Scena III

Kiedy wysiedliśmy na Głównym, Ania ochrzaniła opiekuna, że dał Gosi uciec. "Jak ona nie wsiada, to ty też nie wsiadasz!". Na nasze pytanie, czy się dodzwoniła do niej (a widzieliśmy, że nie) odparła, że tak, ale nie czekamy na nią. I potuptała w kierunku tramwaju. Wtedy oznajmiliśmy, że my też już sobie pójdziemy. Ich reakcja jednak nas zaskoczyła... "A dajcie mi święty spokój, wszyscy się odpierdolcie, poszukiwacz pracy też fajna praca!". Cóż, ciekawe ile osób dziennie im w ten sposób ucieka...

Swoją drogą to musi być nieźle dołujące. Jak już uda Ci się przekonać samego siebie, że chodzenie po domach jak domokrążca, wpraszanie się ludziom do mieszkania, wciskanie im telefonu i Internetu to taka fajna i rozwojowa praca, to okazuje się, że nowi kandydaci, jak tylko zorientują się na czym ma to polegać, postanawiają się wycofać, mówiąc "nie, to jednak nie o to mi chodziło, jednak tego nie chce".

Epilog

5 dni później, czwartkowe południe. Pukanie do drzwi. Otwiera Marta, a ja widzę na jej twarzy szeroki, sadystyczny uśmiech. Pada potok słów, rozpoznaję głos: "Dzień dobry, ja (tu następuje zwolnienie tempa i zmiana intonacji, widać ona też już poznała, kto otworzył)w sprawie telefonu...". Tak, to Ania.
"Cześć. Ale my nie używamy telefonu.".
"Aha, no to trudno, na razie, do zobaczenia".
"Na razie".

A za nią stał jakiś chudy chłopaczek w okularkach. Najwyraźniej jeszcze nie uciekł ze "szkolenia".

Komentarze do wpisu "Tele2 w 2 aktach.":

1 | AdamK

21 sierpnia 2007, 18:44:41

Super puenta :)

2 | Radek

21 sierpnia 2007, 19:46:38

favicon

Też tak kiedyś pracowałem, tylko, że dla jakiejś firmy powiązanej z Telekomunikacją Polską. Nieciekawe i mało płatne, zrezygnowałem po tygodniu.

3 | Polinik

21 sierpnia 2007, 22:11:00

Radek: Jak dla mnie to trochę poniżająca robota.
Jechać w jakiś rejon, obskakiwać wszystkie mieszkania i różnymi socjotechnicznymi sztuczkami, oszustwami i kłamstwami wciskać ludziom, coś czego przeważnie nie chcą. I sądząc po ich reakcji, większość skuszonych obiecującym ogłoszeniem tak uważa.

4 | haha

14 maja 2008, 02:31:10

favicon

wlasnie mialem wczoraj isc na to szkolenie, moja "rozmowa kwalifikacyjna" wyglądała identycznie, więc dziekuje za uswiadomienie :)


pozdrawiam

5 | Anonim

06 lipca 2008, 17:53:16

favicon

Witam no ja miałem jutro isc na szkolenie i podpisanie umowy, poprzednie sceny były takie jak kolega opisał, całe szczescie ze ktos zalozyl ten temat przynajmniej zaoszczedze na skmce i nerwach

6 | JOUKI

11 lipca 2008, 04:35:06

Wszystko zależy od firmy i tego jak bardzo firma chce być zniesławiona.

Sam pracuję na stanowisku Przedstawiciela/doradcy/akwizytora i nie narzekam, bo zarobiłem w tym miesiącu 3 razy więcej niż myślałem pracując co 2 dzień po 3-4 godziny po wieczór. Wierz mi, idąc do klienta kłamie się tylko wtedy kiedy sprzedać chcesz kiepski produkt i masz parcie na kasę... U mnie jest inaczej bo mieszkam w małym mieście. Po miesiącu szef zapytał mnie czy chciałbym awansować na trenera regionu - nie zgodziłem się, bo nie chcę zdradzać innym technik sprzedaży.

ZaGGadaj na priv jeśli byłbyś zainteresowany pracą na opisanym stanowisku tyle, że za konkretne pieniądze i na konkretnych warunkach, bo to co przedstawiłeś było moją wizją kiedy się zatrudniałem, a teraz? Mogę chodzić po mieście z podniesioną głową wiedząc, że żaden klient mi nie splunie w twarz czy wytknie palcem.

7 | karolina

17 grudnia 2008, 22:53:19

favicon

witam właśnie taką samą miałam rozmowe i dialog rozmowy był prawie identyczny, jak weszłam tam do tej firmy to byłam zszokowana tym co tam zobaczyłam.. nie warto tam iść uwierzcie to strata czasu i pieniędzy jeżeli musicie dojeżdżać... totalny cyrk!!! nie warte

8 | karolina

17 grudnia 2008, 22:55:40

favicon

teraz to partner neti, ja pytałam czy praca polega na akwizycji ten niby szef powiedział ze nie.. a tak naprawdę to poprostu akwizycja!!! to nie dla mnie,nie mam zamiaru się ośmieszać...

9 | Mery

06 stycznia 2009, 20:00:13

favicon

Boże jak dobrze, że ktoś to wszystko opisał, prawie bym do nich jutro pojechała! Dzięki Wam Dobrzy Ludzie za info i za komentarze - szkoda mojego czasu, kasy i zdrowia :)

10 | :)

27 stycznia 2009, 22:54:47

favicon

No ja pracowałam dłuższy czas w tej firmie... Tylko w innym mieście... Wszytskie firmy są ze sobą powiązane i mają taki sam sytsem... Ludzie na szkolenie uciekali gdzie pieprz rośnie gdy orientowali się o co chodzi... Rano robili nam pranie mózów na codziennych mitingach... System tych firm wyglada tak.. Przychodzisz rano i musisz udawac że ta praca cię kręci, nie ma mowy o tym żebyś miał zła minę bo od razu wszyscy się na ciebie krzywo patrzec... Więc cały czas musisz udawac ze jestes szczęśliwy... Tak jak autor wątku napisał "Rozejrzeliśmy się po lokalu i zobaczyliśmy, że w pokoju obok siedzi sobie grupka młodych ludzi i najwyraźniej dobrze się bawi. " Wszystko pic!!! Poźniej odbywały się tak zwane mitingi gdzie robili nam pranie mózgów... Mówili jaki to my mamy możliwości, jaką to mamy fajną pracę itd. Wściskali nam kit że jesteśmy wielcy i świat stoi dla nas otworem a inni nie mają takiej możliwości. Ja też ślepo w to wierzyłam... Miałam takie pranie mózgu zrobione przez te mitingi że zaangażowałam się totalnie w tą pracę... Dostałam nawet awans (którego celem było nadal chodzenie w teren;)). Później braliśmy na szkolenie nowe osoby i musieliśmy im wciskac kit, że mają wielkie możliwości finansowe w naszej firmie itd. I musieliśmy udawac, że jest cudownie. Niestety każda nowa osoba orientowała się szybko o co chodzi. I uciekała. Płaca zależy od podpisanych umów. Gdy zorientowałam się ze to co robie jest niczym innym jak wciskaniem kitu biednym staruszkom i ludziom nieświadomym szybko się zwolniłam.... Teraz przestrzegam wszystkich przed tą firmą!!! Nie dajcie się nabrac... AJ mam teraz stracony czas i wyrzuty sumienia...

11 | e tam

20 lutego 2009, 20:14:05

favicon

ja pracowalem w tej branży ale nie powiem złego słowa na te firmy. Ładne pieniądze tam zarabiałem, za kłamstwa ludzie lecieli z pracy krótko mówiąc, prowadziłem też mitingi, nie było źle. Traf chciał, że doszło mi pełno obowiązków domowych (zostałem ojcem) i czas nie pozwalał mi na taką pracę. Wspominam wszystko bardzo dobrze, gdybym trafił tam ze pół roku wcześniej to może siedziałbym już na fotelu menagera...nie wiele mi brakowało...już po promocji byłem, ehhh szkoda.

12 | Tweety

25 marca 2009, 12:07:57

favicon

Dużo by opowiadać o tym... Nie pracuję w tym już 8miesięcy a do dziś mnie to prześladuje :( W tego typu firmach wykorzystują to, że młody ambitny człowiek ma na koncie jakieś niepowodzenia, nikt w niego nie wierzy - nakręcają ludzi na "juicowanie" (bo tak sami nazywają to co robią) poprzez dowartościowanie załamanego człowieka, który z racji młodego wieku ma wszystko przed sobą. Dlatego tak łatwo wmówić mu, że za pół roku on tez może zostać menagerem...

Na samą myśl o tym, że przez dwa miesiące byłam tak zmanipulowana jak w jakiejś sekcie, dopada mnie straszny żal, smutek... Nikt nie był w stanie ze mną rozmawiać, mój chłopak próbował mi wytłumaczyć w co się wpakowałam, ale było już za późno - musiał minąć kilka tygodni, żeby sama przejrzała na oczy. Dobrze, że w końcu przejrzałam - szkoda tylko, że dopiero po 4miesiącach :( do dziś mam straszne wyrzuty sumienia, że sprzedałam komuś te perfumy... I do dziś nie mogę pozbierać się w sobie - nie pracuję, nie poszłam na studia... :( A chciałam dobrze - chciałam znaleźć jakieś zajęcie dla siebie na wakacje...

Z tego typu "pracodawcami" trzeba walczyć - to jest plaga! Oni są wszędzie, pod różnymi nazwami, oferują różne produkty. Z tego co gdzieś w internecie wyczytałam, że istniały fora poświęcone tej tematyce, ale administratorom serwerów grożono sądami (nie znam się na administrowaniu serwerami, nie wiem kto odpowiada za fora, ich tematykę itd nie wiem czy dobrze mówię, ale myślę, że wiecie o co chodzi).

Coś trzeba z tym zrobić, trzeba powiedzieć ludziom, co tak naprawdę kryje się pod takimi ofertami pracy, tego typu firmami...

13 | Tweety

25 marca 2009, 12:09:44

favicon

Oj, byłbyś menagerem? A ile tam pracowałeś, że nie zdążyłeś przejrzeć na oczy? Zaliczyłeś awans - wieć pewnie pracowałeś tam z miesiąc, nie więcej...

Wiem coś o tego typu firmach, niestety :( sama pracowałam w czymś takim, tyle że nie na usługach (tele2, telewizja nowej generacji, prąd, gaz, czy co oni tam jeszcze mają...), ale na towarze (pasty wybielające zęby i perfumy). Niektóre takie firmy oferują jeszcze karty kredytowe. Pracowałam 4miesiące...

Wszystko wygląda tak samo, w każdej firmie, bez względu na nazwę, miasto, oferowany produkt...
- ogłoszenie, podobnie brzmiące, na każdym możliwym portalu z ogłoszeniami, w prasie... Super zarobki, możliwość awansu, świetna atmosfera, doświadczenie nie jest wymagane...
- rozmowa kwalifikacyjna czy spotkanie organizacyjne - kilkanaście, kilkadziesiąt osób w biurze, wchodzą do gabinetu menago, każdy ma ze sobą cv, które zabiera sekretarka... Na rozmowie żadnych konkretów; są propozycje pracy jako sekretarka bądź w dziale administracji, jako magazynier/fakturzysta i jako przedstawiciel... Oczywiście ta ostatnia jest najlepiej płatna i nie wymaga doświadczenia (w przeciwieństwie do pozostałych). Menago pyta, która oferta nas interesuje - niemal każdy odpowie, że ta ostatnia i że może spróbować (tak ja zrobiłam)
- następny dzień to dzień próbny czy obserwacyjny - jedziesz z trenerem w teren, wypełniasz ankietę, trener zadaje szczegółowe pytania zapamiętuje odpowiedzi albo je zapisuje (po to, by w razie marudzenia "osoby na obserwacji" czyli tzw. treninga, móc ją "odbić" i zatrzymać przy sobie jak najdłużej)

14 | Tweety

25 marca 2009, 12:10:10

favicon

Kto zwieje podczas dnia próbnego, niech się cieszy. Bowiem po dniu próbnym następuje pierwszy dzień pracy - oczywiście wasz trener wam w tym pomoże. Bardzo często wtedy ludzie uciekają. Z doświadczenia powiem, że kryzys często dopadał ludzi w drugim dniu pracy (umownie będę nazywać to "pracą", wybaczcie...). Mnie też kryzys dopadł drugiego dnia, ale wieczorna rozmowa z moim trenerem bardzo mnie podbudowała i następnego dnia z zapałem wyruszyłam w teren.

Ten zapał trwał u mnie przez miesiąc... Długo nie mogłam awansować na trenera (bo nie robiłam wyników, tzw. dzwonków, ale ponieważ nie marudziłam, więc nikt mnie nie "zwolnił"), w końcu się udało. Po miesiącu z każdym dniem miałam jakieś wątpliwości, ale te całe meetingi to nic innego jak pranie mózgu - po takim meetingu nawet gdy byłam na maxa zdołowana, to zdecydowanie poprawiał mi się humor. Do tego takimi "poprawiaczami" nastroju były rozmowy, głównie ze swoim trenerem, czasem też z menagerem.

15 | Tweety

25 marca 2009, 12:11:29

favicon

PS miałam jakiś problem z wysłaniem wiadomości ;/ nie wiem o co chodzi, ale pierwsza moja wiadomość ma być ostatnią... Przepraszam za zamieszanie, to chyba z nerwów na myśl o tej "pracy" :(

16 | :)

23 czerwca 2009, 16:40:02

favicon

No własnie tak to wygląda:( Jak mówiłam pracowałam w tej firmie... Wszystkie biura należą do grupy ds logic... Biura sa podzielone na te co sprzedawaja czyt. wciskają, cyfre +, tele 2 (teraz netia), pasty do zębów, karty kredytowe oraz perfumy... Mój ostatni post był dosyc dawno a od tego czasu gadałam ze znajomymi z biura w moim mieście i po moim odejsciu odeszło prawie całe biuro... wszyscy znajomi którzy pracowali ze mna... Nawet mój były trener, który miał już 3 liderów i szykował się na "awans"... Nawet on przejrzał na oczy... ale co z tego skoro biuro robi pranie mózgów kolejnym młodym ludziom, którzy chcą w tym życiu coś osiągnąc... szkoda gadac... trezba to jakoś nagłośnic bo to jest jawne oszustwo... co wy na to? pozdrawiam

Dodaj komentarz

Markdown ( szczegółowy opis znaczników ):
*em* | 1. lista 2. numerowana | * lista wypunktowana | _strong_ | [link](http://) | | > cytat.